Publiczne radio może nadal do******lić Dulkiewicz

Publiczne radio może nadal do******lić Dulkiewicz

Aleksandra Dulkiewicz
Aleksandra Dulkiewicz / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski
Wszyscy wiedzą, że publiczna stacja robi nagonkę, ale nic się w związku z tym nie dzieje. Przyzwyczailiśmy się do tego, że jesteśmy bezsilni, a kiedy jeśli ktoś ponosi odpowiedzialność, to ten, kto jest najmniej winny.

Publiczne Radio Gdańsk pożegnało się z dyrektorem programowym, który wysłał w nocy służbowego e-maila o niedopuszczalnej treści. Domaga się zwolnienia dwóch pracowników, którzy jego zdaniem nie pasują do radia, tego radia, jakim jest ono teraz, bo zostali mentalnie ukształtowani przez Gazetę Morską (w latach 90. taki tytuł miał lokalny dodatek Gazety Wyborczej), a jeden z nich jest w dodatku synem wojskowego, który służył w Marynarce Wojennej czasach PRL, czyli, „zniewolenia naszej ojczyzny od okupanta sowieckiego”.

Następnego dnia rano dyrektor przeprosił, oświadczył, że nie zgadza się sam ze sobą i nie identyfikuje z tym, co napisał. Wszyscy pośmiali się ze specyficznego języka i składni e-maila, który brzmiał zupełnie, jakby nie został napisany na trzeźwo, oburzyli się, do czego to doszło, a kiedy prezes rozgłośni ogłosił, że zwolnił dyrektora, sprawa ucichła. A kolejnego dnia wybuchła bomba z drugim e-mailem – jedna z dziennikarek rozesłała do kolegów wiadomość, że odchodzi z pracy, bo ma dosyć tego, że rozgłośnia przestała być publiczna, a stała się podporządkowaną jednej partii, ręcznie sterowaną tubą. Zacytowała, jak kierownik redakcji informacyjnej wrzeszczy, że chce do******lić Dulkiewicz, czyli prezydentce miasta. Znowu wszyscy się oburzyli, tym razem już się nie śmiali, bo nie było z czego. Tylko, że tym razem nic się nie stało. Prezes nie ogłosił natychmiast, że wyjaśni o co chodzi z krzyczącym kierownikiem, nie odciął się od zarzutów, które dziennikarka postawiła w mailu. Sprawa ucichła bez reakcji dyrekcji.

Podsumujmy. Z pierwszego e-maila dowiedzieliśmy się, że w publicznym radiu można znaleźć się na wylocie za złą przeszłość, niezgodną z sympatiami politycznymi jego władz. E-mail ten został jednak błyskawicznie sprostowany, autor odciął się od własnych słów, przeprosił, a i tak musiał odejść z rozgłośni. Z drugiego e-maila dowiedzieliśmy się, że publiczne radio jest stronnicze, redakcja informacyjna jest przychylna PiS, nieobiektywna, prezentuje wygodne dla władzy informacje i pracuje nad tym, żeby pokazywać w złym świetle jej oponentów, a więc zaprzecza fundamentalnym zasadom dziennikarskim. Tym razem nie ma sprostowania, nie ma próby wyjaśnienia i choć ujawniono coś naprawdę niedopuszczalnego nic się w związku z tym nie dzieje.

Przyzwyczailiśmy się już do tego. To się zaczęło, kiedy w 2016 r. premier Beata Szydło nie opublikowała wyroku Trybunału Konstytucyjnego i nic się w związku z tym nie stało. Od tamtej pory wciąż dzieje się coś teoretycznie niemożliwego, ale dzieje się i już. Trybunał Konstytucyjny nie orzeka w sprawach, które bez tego orzeczenia nie mogą się dalej toczyć i i nic. Publiczna telewizja prezentuje rządową propagandę, wszyscy to widzą i nic. Myśliwi dostają przywileje w publicznej przestrzeni, mogą przegonić z lasu każdego grożąc mu więzieniem i nic. Ciężarówki wywożą ścięte drzewa z puszczy i coraz rzadszych starych lasów i znowu nic. Nastolatki tracą szansę na dobrą przyszłość z powodu reformy edukacji, ludzie widzą, że to granda i nic się nie dzieje. Jesteśmy bezsilni, wszystko widzimy i nic nie możemy zrobić. Dlatego pewnie nikt się nie spodziewał, że prezes Radia Gdańsk zareaguje na sprawę, która wykracza poza kwestię wizerunkową i zweryfikuje publiczne zarzuty dotyczące rzetelności dziennikarskiej w stacji.

Żeby jednak nie było za miło przeciwnikom publicznych mediów, to wspomnijmy też o tych, które uchodzą za nieprzychylne władzy. W TVN zwolniono reportera, który przygotował materiał do żenującego programu o gwiazdorze K-Popu, który w jednym z rankigów został uznany mężczyzną o najładniejszej twarzy na świecie. Gospodarze programu i goście porechotali z mało męskiego, a zbyt chłopięcego ich zdaniem typu urody Koreańczyka. Zawrzało, internet przestał pisać o TK,a zaczął o ksenofobii w telewizji śniadaniowej. Oburzenie było tak wielkie, że stacja musiała coś zrobić. Prowadzący przeprosili, wydawca przeprosił, ale zwolnili reportera, który pojechał zrobić sondę uliczną w sprawie urody gwiazdora.

Czy po zwolnieniu dyrektora programowego Radia Gdańsk stacja ta stanie się bardziej wiarygodna dla odbiorców? Nie, za to prezes może pochwalić się, że zareagował, kiedy działo się coś niedopuszczalnego. Czy po zwolnieniu reportera, który robił sondę uliczną poranny program w TVN pozbędzie się przaśnego wizerunku? Nie. Ale nikt nie może powiedzieć, że na tę kłopotliwą sprawę nie zareagowano. Tam kierownik nadal będzie próbował do******lić , tu prowadzący będą wprawdzie pewnie teraz bardziej uważać, ale nikt im nie uwierzy, że rozumieją, co zrobili. Przemiele się, przemiele i wszystko będzie po staremu.

Źródło: Wprost

Cytaty dnia

Akt ustawodawczy mówiący o totalnym głosowaniu korespondencyjnym trafił do Senatu i tak, jak to już nie raz się zdarzało, będziemy musieli wykonać tę pracę, na którą w Sejmie, mówiąc eufemistycznie, nie było czasu
Tomasz Grodzki na konferencji prasowej
Gdzie tu jest logika żeby zamknąć lasy, ale powiedzieć ludziom, żeby szli na wybory. Trzeba mieć nie po kolei w głowie i nie trzymać elementarnej logiki jeżeli chodzi o ochronę Polaków przed zagrożeniem koronawirusem
Marcin Kierwiński na antenie Radia Plus

wtorek, 7 kwietnia 2020